godz. 1.31


godz. 1.31


godz. 16.35
wyczytalam najstarszym uniwersytetem w usa. cale miasto, to w zasadzie jeden wielki campus.


na zdjeciu centrum handlowe - jedyne, co widzialam w neapolu.
godz. 23.52
widzialam pare 'show' z udzialem delfinow, fok i orek (chyba naprawde sie starzeje, bo plakalam na prawie kazdym...) i zjadlam na obiad rybe o nazwie moon fish w restauracji "shark's underwater grill", polegajacej na siedzeniu w akwarium pelnym rekinow i piranii.





godz. 22.58



wczorajsze chmury sa juz wspomnieniem. za oknem piekne slonce, blekitne niebo, lekki wiatr. wybieram sie do sklepu po zapas bulek i nad jezioro po 'widoki'. zoladek sie opamietal - nie boli. kaszel i katar - coz, jeszcze sa, ale moge juz mowic, nie straszac ludzi.
z powodu wiatru, prawie 300 nowych zdjec w aparacie (co oznacza wieczor zajety wybieraniem najladniejszych), garsc muszelek w tylnej kieszeni spodni, usmiech od ucha do ucha i zapas energii na nastepnych 60 lat. powod? znalazlam OCEAN !!!!!!! :) :) :)



wrocilam ze spaceru. na dworze +26 stopni. pierwszy raz w zyciu chodze w Nowy Rok w krotkim rekawku i nie szczekam zebami:)
NOWY ROK - godz. 20.03 czasu lokalnego
dochodze do wniosku, ze jest tu naprawde tanio (albo mamy dosc wysoka dniowke zywieniowa). poszlam po cytryne, wrocilam ze spodniami. mialam nadzieje na zachod slonca wsrod palm nad jeziorem, ale jak wiadomo - nadzieja matka glupich. pogoda sie nie poprawila, a zrobilo sie wrecz jeszcze bardziej pochmurno. tak wiec zachodu slonca niet. udalo mi sie jednak znalezc jezioro, uniwersytet i kosciol. zrobilam pare zdjec i wrocilam do hotelu. wilgotnosc powietrza na florydzie potworna - od 70% wzwyz. wszystko sie lepi, a na glowie mam strzeche.
mam tajny plan, zeby wziac dzisiaj do reki skrzypce i przegrac chocby jedna game (to dopiero bedzie wydarzenie artystyczne...), a potem moze jakis film, moze serial w telewizji. szkoda, ze moj ukochany 'ER' czyli 'ostry dyzur' leci w czwartki - nie obejrze na zywo:( jutro zaczyna sie praca.

mialam zamiar rozejrzec sie w internecie za atrakcjami w west palm beach, a skonczylo sie na obejrzeniu 'mistery train' jarmuscha ( nie w calosci, bo strasznie mnie rozdraznil) i parogodzinnej dyskusji z joshem (wspollokatorem) o koncu swiata w 2012 roku i polityce usa. a to wszystko przy dzwiekach toma waitsa.